-
Jodhpur, niektorym moze kojarzyc sie ze spodniami do jazdy konnej, bo wlasnie tu zostaly wynalezione i na jego czesc wlasnie tak sie nazywaja (podobno). Jodhpur to takze kolejne miasto z przydomkiem, jest nazywane niebieskim miastem. Musze przyznac, ze kolor sieny palonej (Jaipur) duzo lepiej prezentuje sie na budynkach niz Jodhpurski blekit paryski (Dagmara pewnie powiedzialaby, ze to nie blekit paryski a akwamaryn ;-). Dzisiejsze zwiedzanie zaczelismy od najwazniejszej i napotezniejszej budowli w miescie. Fort Mehranygarh jest polozony na 125 metrowej skale, wyrastajacej z centrum miasta. Fort zostal zalozony w XIV wieku, jednak znacznie pozniej zostal rozbudowany.
Co nas bardzo zdziwilo, jest to wlasnosc prywatna i nalezy do lokalnego maharadzy, kosi niezla kase, bo to jest fatczynie najwieksza atrakcja i ktokolwiek przyjezdza do tego miasta musi to zobaczyc. Najbardziej poruszajca historia zwiazana jest ze smiercia jednego z Maharadzy w XVIII wieku, kiedy to wszystkie jego zony dokonaly sati. Sati to samospalnie na stosie podczas pogrzebu meza. Dla uczczenia pamieci, na jednej ze scian, znajduja sie odciski ich dloni. Muzeum jest pieknie zorganizowane, ogladanie przedmiotow nalezacych do roznych maharadzy, bylo wielka przyjemnoscia - lektyki, bron, obrazy, stroje etc.
Odwiedzilismy rowniez nowsza rezydencje, zbudowana na poczatku XX wieku. Budowla liczaca 347 pomieszczen zostala wybudowana jako polaczenie stylow radzpuckiego-jakiegos tam jeszcze i europejskiego art-deco. Co ciekawe, polski artysta Norblin popelnil tam kilka freskow na scianie - to na ta chwile nasze pierwsze zderzenie z polonikami. Jodhpur to tez kilka specjalnosci kulinarnych - przede wszystkim szafranowe lassi, ktore smakuje cos pomiedzy jogurtem a puddingiem. Szafran dodaje mu ciekawego slodkawo-kwaskowatego smaku i bananowego koloru. Rajiv zabral nas do bardzo lokalnego miejsca, posadzil w pokoju dla kobiet z rodzinami, bo w glownej sali siedzieli sami mezczyzni (dyskryminacja na kazdym kroku mnie spotyka).
Nasza salka byla oczywiscie piec razy mniejsza od meskiej. Kobiety czuly sie lekko zazenowane, obecnoscia Jacka i naszego kierowcy, ale nie uciekly. Rajiev takze postaral sie, zeby do naszych porcji nie dodano lodu, ktory jest pewnie robiony delikatnie rzecz ujmujac z kiepskiej wody. Lassi tak jak pisza w przewodnikach, bylo orzezwiajace, a zarazme sycace. Inna specjalnoscia gastronomiczna Jodhpuru sa samosy. Raijv juz dawno mowil nam, ze jak tu przyjedziemy zabierze nas na najlepsze w calym Radzastanie (pierozki, z nadzieniem z ziemniakow i groszku z duza iloscia ostrych przypraw, smazone na glebokim tluszczu), a chlop wie co mowi, bo wkolko wozi tu turystow. Zostalismy obsluzeni bez kolejki, wlasciciel pochwalil sie zdjeciami, jakie dostaje od zadowolonych klientow z europy i nie tylko, a takze dostalismy po portfeliku :).jpg)
Dzisiaj pobodka byla tradycyjnie o 6:00. Trase z Jaipuru do Jodphpuru mielsimy pokonac zatrzymujac sie w swietym miescie hindusow - Pushkarze. Nazwa miasta oznacza kwiat blekintego lotosu. Jest jednym z najbardziej znanych w Indiach miejscem pielgrzymek do jeziora aby sie wykapac w nim. No ale oczywiscie w celach religijnych. Zanim dojechalismy do miasta dostalismy dokladne instrukcje od Rajiva dot. naszego zachowania. Czyli: nie brac zadnych kwiatkow od naciagaczy, nie mowic jak dlugo jestesmy wi miescie, niczego nie kupowac - bo beda nas chcieli oszukac. Pewnie nie dostaje prowizji i datego bylby niezadowlony gdybysmy zasilili konto wszechobecnej mafii - innej niz z Delhi. Oprocz pielgrzymek hindosow zjezdzaja tutaj rzesze bialych hipisow (nawet z dziecmi) - w celach opalenia sie (marihuana).
Sami widzelismy i czulismy to!. Niestety bylismy tak w nieodpowiednim czasie - bo na 3 tygodnie przed najwiekszym swietem, ktore sciaga ponad 3 miliony widzow - czyli targu bydla, koni i oczywiscie wielbladow. Przestrzegalismy zasad. No nie do konca - bo spodobal nam sie "grajek". W tajemnicy poszlismy na masaz, a takze do swiatyni Brahmy (jedynej w Indiach) przemycilismy pasek skorzany! Nastepna relacja z Jodhpuru, gdzie dotarlismy przed wieczorem...i gdzie jedlismy najlepsze somosa.
Cale szczescie, ze uleglem namowom Magdy i postanowilismy pojechac do Rajadzastanu. O ile byloby nudniej i nieciekawie gdybysmy nasza podroz ograniczyli do brudego i pospolitego Delhi i zatloczonej Agry. I stala sie jasnosc! Dotarlismy do Jaipuru. Jaipur powszechnie znany jako "rozowe" miasto nie do konca jest rozowe.
Wiekszosc budynkow w miescie jest jednak w kolorze "sieny palonej" (wtracenie autora pobocznego, sprawdz w slowniku kolorow co to wasciwie znaczy). Od razu nam sie spodobalo. Widac, ze miasto jest bardziej uporzadkowane i jak na warunki indyjskie "zadbane". Z a d b a n e, to duzo powiedziane - ale przynajmniej kupcy nie moga zmieniac kolory swoich galerii i w dodatku wszyskie szyldy sa napisane w takim samym stylu.
Rajiv (kierowca) zorganizowal dla Magdusi atrakcje w postaci "mlodego, przystojnego z dlugimi rzesami" przewodnika. Nic, ze niczego nie moglismy zrozumiec - wazne bylo, ze wg. mojej zony "byl piekny". Mowil z tak silnym akcentem, ze wlasciwie dobrze, ze mamy przewodniki - to wiedzielismy co ogladamy. Podobno jest filiologiem francuskim i chcial do mnie zagadac w tym narzeczu - ale udalem, ze mam akcent z Brukseli i bysmy sie nie dogadali. Druga atrakcja mial byc wjazd do Amber Fortu na sloniach. Nie
bylo VIP-ow (jak poprzednio), nie bylo rekonstrukcji (ale o tym pozniej), ale tuz przed nami pod fort podjechaly 3 autobusy staruszkow z NRD, ktrzy zapragneli byc wniesieni na sloniach (jak na zdjeciu). Nam pozostala tradycyjna metoda transportu - czyli nasz jeep (oj przepraszam toyota). Amber Fort zbudowany zostal w ciagu panowania 3 roznych maharadzy (kazdy po 50 lat) tak wiec mozna tam znalezc rozne style. To co nas zachwycilo to nie tylko fantastyczna konstrukcja, ale takze rozne sale jak np. sala prywatnych posluchan, z alabastrowymi plaskorzezbami i azurowymi oknami. Czesc scian byla oblozona lustrami wyprodukowanymi w Belgii..jpg)
Komnaty, w ktorych siedzialy rzeczone czlonkini haremu byly niewielkie, ale dawaly im szanse obserwowania niezliczonej ilosci festiwali, ktore odbywaly sie w miescie. Tym bardziej, ze byla to jedna z niewielu rozrywek, z ktorych mogly korzystac bez ograniczen. Niestety caly Radzastan szykuje sie na Commonwealth Olimpics w 2010 roku - wiec wszystko odnawiaja w wielkim pospiechu.
Udalo im sie juz odnowic, zapierajacy dech w piersiach City Palace, czyli Palac Miejski. Okazalo sie, ze bliski sercu naszemu przewodnikowi - poniewaz tatus pracowal jako ksiegowy przez ponad 25 lat! Palac byl rezydencja od polowy XVIII wieku wladcow Jaipuru. Pozostawili po sobie kilka niezwyklych pamiatek np.gigantyczne srebrne butle potrzebne do przewiezienia dla jednego z wladcow swietej wody z Gangesu.
Woda miala byc wykorzystana w czasie podrozy do Londynu w 1901 roku. Ale byly problemy z balastem i z 3 butli jedna zatopiono (mozna szukac, tylko nie wiadomo dokladnie gdzie). Inna ciekwostka pozostawiona przez lekko otylego wladce byl jego stroj. Chlopina mial 2 metry wzrostu i tyle samo w pasie. Podejrzewamy, ze chyba nie byl wegetarianinem. Zona maharadzy zostawila 11kg sukienkie ze zlota. Niezle.
Astrologowi wykorzystuja takze niektore instrumenty do stawiania horoskopow. Nasza wiedza astrologiczna byla jednak na tyle uboga, ze nie bylismy w stanie - mimo potencjalu intelektualnego postawic horoskopu na kolejne 2 tygodnie pobytu w kraju Gandhiego. Najwiekszy zegar sloneczny ma ponad 23 metrow wysokosci i pokazuje czas z dokladnoscia do 2 sekund.
Najciezsze prace przy remoncie poszczegolnych instrumentow wykonuja kobiety (jak widac na zdjeciu).